Awantury arabskie

Autor: Kornel Makuszyński

jedenaścioro zaś dzieci czekało na mleko, zastygłszy w ruchu oczekiwania. Dalej zaś przypatrywał się z wielką ciekawością, jak na progu domu siedząc kobieta wyszukiwała robactwo w głowie męża, zaś mały chłopak, kładąc je na kamieniu, uderzeniem drugiego kamienia pracowicie je zabijał.
- Lud mój jest niechlujny - pomyślał kalif, lecz się nie rozgniewał, tylko zatroskał bardzo i szedł dalej, omijając kałuże i wielkie psy, śpiące na środku drogi.
Kiedy już schodzić poczynał ku rzece, usłyszał wielką wrzawę przed poczerniałym kamiennym domem, zaś wielu ludzi, pochylonych ku ziemi jęczało bardzo dotkliwie; przystąpił tedy bliżej i zapytał, jaka była przyczyna zgiełku.
- Człowiek tu jeden umiera w wielkich mękach...
- Czyżby śmierć policzyła mu lata i powiedziała, że już wiele ich przeżył?
- Obcy jesteś, widać Pers, nie wiesz więc, że nikt w Bagdadzie nie umiera siwy...
- Jak rzekłeś?
- Powiedziałem ci, że tu nie można o głodzie dożyć siwej brody.
- Czy ten człowiek umiera z głodu?
- Nie zgadłeś - ten człowiek umiera z przejedzenia.
- Hę? - zdumiał się kalif.
- Nie mając mąki, zjadł dziś z rozpaczy ziemię, aby oszukać żołądek, i widać zjadł jej za wiele, bo umiera i- znów będzie jadł ziemię,
Kismet!
Harun ar Raszyd stał bez ruchu, zastygł bowiem w bólu; oprzeć się musiał na hebanowej swojej lasce, aby się nie zatoczyć w tył, i patrzył przerażonym wzrokiem na chudego człowieka, który był siny, a ręce miał spętane kurczem i drapał okrągło kamienie bruku.
- Czemu się tak dziwisz - spytał go ten, który z nim mówił - czy w twoim kraju nikt nie umiera?
- Lecz nie z głodu - odrzekł kalif. Czemu ten człowiek nie poszedł do kalifa, który by go był nakarmił?
- A wiesz, czemu kalif nie przyszedł do niego?
- Nie wiem, zaiste.
I


Strony: