Awantury arabskie
Autor: Kornel Makuszyński
kalifowej brody; Harun pomyślał przez chwilę, w którą by pójść stronę, po czym dostojnie i nie spiesząc się, jak przystało na bogatego handlarza wełny, wszedł - kilka pustych minąwszy placów - w wąskie uliczki, skąd wypełzła w tejże chwili smrodliwa woń i nie uszanowawszy szlachetnych jego nozdrzy, wiercić w nich poczęła. Przyspieszył kroku ar Raszyd i po chwili zmieszał się z tłumem, co po skwarnym dniu wyległ’ na ulicę świeżego zaczerpnąć powietrza, które gęste było i ciężkie, milsze jednak niźli w kamiennych domach.
Przystanął tu i ówdzie, patrzył ciekawie na wszystko, co się działo, wiele z tego snując myśli, nie przejdzie bowiem człowiek rozsądny nawet obok kamienia, iżby czegoś w kamieniu tym nie spostrzegł, czego inny nie ujrzy, choćby dzień w dzień przez lat sto koło niego przechodził; mniemał bowiem ar Raszyd, że nie ma na ziemi rzeczy takiej, na której by nie można dostrzec odcisku Allachowego palca i jednej króciutkiej chwili jego zadumy, dlatego też wszystko należy mieć w czci oprócz kobiety, prawdą jest bowiem, że do tego dzieła złego ducha Allach ręki nie przyłożył, stąd też nie ma na niej boskiego śladu.
Przystanął kalif patrząc, jak sześciu mężów trzymało za rogi i za nogi barana, jeden zaś rzezał mu gardło, lecz że nóż był tępy, czynił to niezdarnie i odpoczywał od czasu do czasu, mówiąc innym:
- Złe to będzie mięso, albowiem baran ten jest twardy!
Potem go znów rzezał z wielką mocą i w skupieniu, inni zaś patrzyli na jego pracę i jedli barana oczyma, wielce zachłannie, z lubością słuchając boleściwego jego beku; za chwilę gonili go z wielkim krzykiem, albowiem, wyrwawszy się, biegł pędem, aż uderzył z nagła głową o mur i otumaniał.
Ówdzie znów ujrzał Harun ar Raszyd, jak niewiasta doiła kozę, ta zaś, w kismet wierząc, stała bez ruchu, sprytnie tylne rozstawiwszy nogi,
Przystanął tu i ówdzie, patrzył ciekawie na wszystko, co się działo, wiele z tego snując myśli, nie przejdzie bowiem człowiek rozsądny nawet obok kamienia, iżby czegoś w kamieniu tym nie spostrzegł, czego inny nie ujrzy, choćby dzień w dzień przez lat sto koło niego przechodził; mniemał bowiem ar Raszyd, że nie ma na ziemi rzeczy takiej, na której by nie można dostrzec odcisku Allachowego palca i jednej króciutkiej chwili jego zadumy, dlatego też wszystko należy mieć w czci oprócz kobiety, prawdą jest bowiem, że do tego dzieła złego ducha Allach ręki nie przyłożył, stąd też nie ma na niej boskiego śladu.
Przystanął kalif patrząc, jak sześciu mężów trzymało za rogi i za nogi barana, jeden zaś rzezał mu gardło, lecz że nóż był tępy, czynił to niezdarnie i odpoczywał od czasu do czasu, mówiąc innym:
- Złe to będzie mięso, albowiem baran ten jest twardy!
Potem go znów rzezał z wielką mocą i w skupieniu, inni zaś patrzyli na jego pracę i jedli barana oczyma, wielce zachłannie, z lubością słuchając boleściwego jego beku; za chwilę gonili go z wielkim krzykiem, albowiem, wyrwawszy się, biegł pędem, aż uderzył z nagła głową o mur i otumaniał.
Ówdzie znów ujrzał Harun ar Raszyd, jak niewiasta doiła kozę, ta zaś, w kismet wierząc, stała bez ruchu, sprytnie tylne rozstawiwszy nogi,
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116