Awantury arabskie
Autor: Kornel Makuszyński
jednakże, że dzielnym winien być za tych. którzy są słabi, i myśleć powinien za owych, którzy drżą pomyślawszy o śmierci, albo też o wielkim cierpieniu. Czynił zaś zawsze tak, że poznawszy je po bladej i nędznej twarzy, nigdy się nie odwracał, lecz przystawał łaskawie i chciał je pocieszyć, że zaś dwóch niewolników, stojących przy wejściu do pałacu ze spisami w rękach, odegnałoby każdą nędzę, tedy kalif wychodził w ulice swojej stolicy i szukał cierpienia, dziwny w leczeniu go czując odpoczynek i radość na duszy.
Kiedy pomyślał, jak niezmierny przepych widzieli dziś w jego pałacu cudzoziemscy posłowie, zadrżał pomyślawszy sobie, jak wielką mogliby ujrzeć nędzę poza bramami pałacu, zszedłszy ku rzece, która niezdrowy ma oddech. Oczy przymknął na chwilę i westchnąwszy rzeki sobie:
- Pójdę obaczyć, czy rzeka nie wezbrała od łez...
Potem klasnął w ręce i słudze, który się zjawił, rozkazał:
- Uczyń ze mnie dostojnego Persa, który przybył do Bagdadu ujrzeć Raszyda i oszukiwać na wadze wełny.
W łot pojął chytry sługa życzenie kalifa i począł go przybierać sprawnie, do zachcianek nawykły; odział go w żółte suknie, przepasał wzorzystym pasem, a turban mu nasadziwszy na głowę z takiej samej materii, posypał mu brodę szkarłatnym proszkiem, tak że pachnąc pięknie, wyglądał nad wyraz dostojnie. Kiedy skończył, przypasał ar Raszyd krzywą szablę na jedwabnych wiszącą sznurkach, po czym długą laskę ze słoniową u szczytu gałką ująwszy w prawicę, wsadził za pas kiesę, pełną złotych pieniędzy, i wyszedł tajemnymi drzwiami, którymi zawsze nocą wynoszono trupa, jeśli umarła w pałacu kobieta, mężowie bowiem umierali w srogiej walce lub też w łaźni, naglą od nadmiernego gorąca rażeni śmiercią.
Owiał go chłód, który się lągł nad rzeką, lekki zaś wiatr strząsnął nieco szkarłatnego pyłu z
Kiedy pomyślał, jak niezmierny przepych widzieli dziś w jego pałacu cudzoziemscy posłowie, zadrżał pomyślawszy sobie, jak wielką mogliby ujrzeć nędzę poza bramami pałacu, zszedłszy ku rzece, która niezdrowy ma oddech. Oczy przymknął na chwilę i westchnąwszy rzeki sobie:
- Pójdę obaczyć, czy rzeka nie wezbrała od łez...
Potem klasnął w ręce i słudze, który się zjawił, rozkazał:
- Uczyń ze mnie dostojnego Persa, który przybył do Bagdadu ujrzeć Raszyda i oszukiwać na wadze wełny.
W łot pojął chytry sługa życzenie kalifa i począł go przybierać sprawnie, do zachcianek nawykły; odział go w żółte suknie, przepasał wzorzystym pasem, a turban mu nasadziwszy na głowę z takiej samej materii, posypał mu brodę szkarłatnym proszkiem, tak że pachnąc pięknie, wyglądał nad wyraz dostojnie. Kiedy skończył, przypasał ar Raszyd krzywą szablę na jedwabnych wiszącą sznurkach, po czym długą laskę ze słoniową u szczytu gałką ująwszy w prawicę, wsadził za pas kiesę, pełną złotych pieniędzy, i wyszedł tajemnymi drzwiami, którymi zawsze nocą wynoszono trupa, jeśli umarła w pałacu kobieta, mężowie bowiem umierali w srogiej walce lub też w łaźni, naglą od nadmiernego gorąca rażeni śmiercią.
Owiał go chłód, który się lągł nad rzeką, lekki zaś wiatr strząsnął nieco szkarłatnego pyłu z
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116