Awantury arabskie

Autor: Kornel Makuszyński

/> - Ów człowiek wiadra ciągnący porwał konia, wielbłądy i córkę moją i ucieka!...
- Allach Rossoulach!
Mohammed porwał się z ziemi i chwyciwszy się obiema rękami za głowę, trząsł nią jak kamieniem, przyjaciel zaś jego patrzył długo za zbiegiem, wreszcie rzekł słodko:
- Rzekłeś, Mohammedzie, to jest człowiek roztropny... Lecz co to jest?
Spojrzał i Mohammed. Oto ów człek zatrzymał się w oddali, pogoni się nie bojąc, po czym podniósł powoli zasłonę z twarzy córki Abdul Azisa; i można było widzieć z oddalenia, że nagle jakby piorun w niego trzasnął: chwyciwszy ją za ramiona, zsadził z wielbłąda i sam pognał jak wicher, ona zaś z wielkim płaczem wracała na łono swego ojca, któremu oczy wylazły na wierzch z rozpaczy.
Spojrzał na niego Mohammed i powiada:
- Rzekłeś, iż to Jest człowiek roztropny?
Ja ci mówię, iż to jest mędrzec, złodzieju ty, synu i wnuku złodzieja...
Morderstwo Harun ar Raszyda

Zmęczył się bardzo syn Mahdiego, sprawiedliwy kalif Harun ar Raszyd, albowiem przez dzień cały przyjmował poselstwo chrześcijańskiego sułtana, męża niezmiernie sławnego, chociaż był niewiernym i pił wino; słyszał, jak we wspaniałym orszaku stojący posłowie, na ciężkich mieczach się oparłszy, po wielokroć razy mówili imię „ar Raszyd” - za każdym razem ze czcią pochyliwszy głowy. Byli to zaś rycerze wspaniali, tak że nie orszak stał w tronowej sali ar Raszyda, lecz las dębów, co Merlinowym zaklęciem wyrósł z wielkich płyt marmurowych posadzki; mieli płowe włosy i ogromne wąsy, raczej do końskich podobne buńczuków niźli do ozdoby twarzy, piersi szerokie jak meczety i w pyszne przybrane zbroje lub też w skórę tak lśniącą, że z dala patrząc, mogłeś myśleć, że to lew, grzywą wstrząsnąwszy, na tylne łapy się podniósł, zaś przednimi na miazgę zetrze wszystko, co przed nim. Oczy


Strony: