Awantury arabskie

Autor: Kornel Makuszyński

woli mieć tylko jedno oko, aby nie widzieć dwoma, iż córce twojej brakuje siedmiu zębów na samym przedzie.
W tamtym zapiekła się od razu wątroba i nieco się w nim rozlało żółci, nie dał tego jednak poznać po sobie, lecz nawet się uśmiechnął owym uśmiechem, którym człowiek uśmiecha się na pół już oszalały, i rzekł:
- Wiem, że lubisz żartować, bracie mój och, jakżem się uśmiał! Byłbym wśród śmiechu zapomniał ci powiedzieć, że minister Al Mahara daje mi za nią trzydzieści wielbłądów i sześć razy po sto baranów.
- A czyś ty nie poszedł do kalifa?
- Po co?
- Aby mu powiedzieć, że jego minister zwariował... A jeśli nie, dlaczegoś nie wziął tego, co ci dawał?
- Chcę bowiem mieć twego konia, który ogon ma bardzo piękny. Wszystko inne jest u niego zwyczajne i bez ceny; chcę jednak postąpić z tobą jak brat i dlatego pytam się ciebie wyraźnie, czy mi dasz konia za córkę, aby ci służyła przez tysiąc lat?
Mohammed nie odrzekł ani słowa, lecz powstawszy z godnością, zbliżył się do niewiasty, a otworzywszy jej rękami usta, począł pilnie liczyć jej zęby, po czym ująwszy w palce kosmyk włosów, próbował ich miękkości, jak się próbuje jedwabi w bazarze bagdadzkim.
Coraz mu się bardziej wydłużała obleśna twarz, za czym dotknął rękoma jej piersi, obejrzał ręce, po czym poza nią stanąwszy, mierzył starannie położenie łopatek, zaś na koniec, nieskromnie czyniąc, badał wszelką na jej postaci wypukłość. Kiedy to uczynił, usiadł znów spokojnie i rzekł jedno tylko słowo:
- Nie dam!
Abdul Azis pchnął go w tej chwili oczyma jak kindżałem i uśmiechnął się.
- Czego tedy chcesz za konia?
- Najpierw twojej córki.
- Już ci ją dałem.
- Oba wielbłądy będą moje.
- Hę?
- Dasz mi jeszcze tę szablę i dwa kindżały z damasceńskiej stali.
-


Strony: