Awantury arabskie

Autor: Kornel Makuszyński

potem zaś, dziwnie na niego spojrzawszy, powiada:
- Czy koń twój niósł ciebie, czy ty niosłeś konia? Dlatego najpierw dam pić jemu.
- Koń jednakże nie rozbije ci głowy ani cię nie nazwie synem wieprza, ja zaś snadnie uczynić mogę jedno i drugie.
- Słusznie mówisz - odrzekł słodko Ibrahim - dlatego też właśnie napoję najpierw twego konia.
To rzekłszy wziął bukłak, zaczerpnął wody i uśmiechając się zachęcająco, jak czyni mąż w dniu wesela, poił rumaka, który pił chciwie i z lubością, mrużąc oczy i strzygąc uszyma, za czym parsknął i otrząsnął się, zgoła jak człowiek, który wyszedł z kąpieli i orzeźwion wielce, patrzy na świat pogodniej.
Temu wszystkiemu przypatrywał się Ibrahim, cmokając radośnie ustami, podobnie jak czyni stary, owrzodziały basza, przechadzając się powoli wzdłuż szeregu dziewic, mniej i więcej popsowanych, wystawionych na sprzedaż; czasem zaś, dla tym większego ukontentowania, udając, że chce kupić cudną Greczynkę, co ledwo z dziecięctwa wyrosła, niczym zaś zażywniejszym nie mogąc wzbudzić rozkoszy w sercu swym, wyschniętym i jałowym, podobnym pustej sakwie, w której kiedyś było wiele - z lekka ją poklepie po łopatce albo też pod brodę ująwszy, drugą ręką gładzi po twarzy. Tak też Ibrahim z lubością wielką dotykał czarnej, lśniącej, miękkiej sierści konia i troskliwie ogarniała muchy z jego szyi, podobnej szyi sułtańskiej córki, którą ojciec kazał udusić rzezańcom, bowiem miała potomstwo z tańczącym derwiszem, a przecież żadna jej się nie stała krzywda, bo jako mówi słynny jeden poeta (który potem z nadmiernego podziwu zwariował) - szyja jej była tak piękna, że który rzezaniec dotknął jej rękoma, uczuwał nagle, za niepojętą sprawą Proroka, takie w sobie namiętności i moce, taką zaś w sercu tkliwość i jęk miłości, że się każdy obwiesił raczej, niżby owej sułtance


Strony: