Awantury arabskie

Autor: Kornel Makuszyński

Sindbadzie, i wiesz, ze cię nie zdradzi, więc czemu zakryłeś jej twarz zasłoną?
- Albowiem nie można być pewnym kobiety, nawet po śmierci! - odrzekł on i zasmucił się, gdyż wiele przeszedł i wiele wycierpiał mądry żeglarz Sindbad.
O szlachetnej dziewicy i koniu.

Rzeczą jest godną podziwu największego nawet mędrca, co siedząc na dywanie i drapiąc świerzb na wzniosłej piersi, wiele przemyślał, albo też chytrego golarza, który wiele słyszał opowieści z ust tych, co z daleka i z różnych przybyli stron - jak bardzo księżyc podobny jest do szakala, gwiazdy do jaszczurek złotem się mieniących, chmury od dromedarów, zaś słońce do człowieka. Pojmie to nawet człowiek z przyrodzenia głupi jak struś i taki, którego w młodości mocno bito bambusem w ciemię, a nawet człowiek podłego rzemiosła, szewc albo też taki, co układa wiersze; zdarzyło się też, że i niewiasta, głęboko i przez czas niejaki się zastanowiwszy, nie odlatując myślą na boki (zgoła jak mieszaniec osła i muła, co bez głębszej po temu przyczyny, ogon zadarłszy i mocno rycząc, nagle od stada odbiegnie) pojmie, że wiele rzeczy na niebie podobnych jest do rzeczy ziemskich, parszywych i marnych.
Tak też myślał sobie głęboko Ibrahim, syn Jusuffa i jeszcze jednego piekarza, obu ich bowiem miłowała szlachetna jego matka, słusznie mniemając, że dwóch snadniej i roztropniej wykończyć zdoła dzieło, niżby tego mógł dokonać jeden. Może dlatego też ów Ibrahim tak zaprawny był w myśleniu głębokim i niepospolitym, a cześć ludzka szła za nim jak szakal za wielbłądem. Znało go wprawdzie ludzi niewielu, trzech najwyżej, licząc w to i kadiego z Damaszku, który go sądził raz za kradzież rzepy i obcięcie ogona szlachetnej klaczy; lepiej jest jednak człowiekowi, jeśli imię jego jest w czci u małej liczby, niżby miało być w pogardzie u tysiąca, jak imię owego mędrca z Bagdadu, co


Strony: