Awantury arabskie

Autor: Kornel Makuszyński

przyjaciel!
I kazał mnie uczcić, jak jeszcze nigdy nikogo nie uczczono w tym kraju, podarował mi okręt i niewolników, wiele złotych łańcuchów i srebrnych dzbanów, strojnych szat, usianych diamentami, bron najprzedniejszą, i pozwolił mi odpłynąć do obczyzny. Na brzegu stał cały jego lud i wydawał okrzyki, a kiedy ów niezmierny skarb, wierną moją żonę - niesiono w lektyce, zapał ogarnął tłumy, a król Babu radował się jak nigdy.
Powróciłem do Bagdadu, gdyż jeszcze raz ocalił mnie Prorok i pozwolił zdobyć niezmierne bogactwa, tysiąckroć razy więcej warte niż moje drzewo i szafran, który pochłonęło morze!
Odetchnął i spojrzał na przyjaciół, z których każdy bardzo się dziwił i zdawało się, że żaden z nich wierzyć nie chce opowieści tak dziwnej, jakiej nie słyszano od początku świata, lecz żeglarz Sindbad widząc, że trudno im jest uwierzyć - rzekł:
- Aby zaś dać świadectwo prawdzie, ukażę wam moją małżonkę, najwierniejszą, jaka była kiedykolwiek, i wierną mi do dnia dzisiejszego.
Klasnął w dłonie, a czterech niewolników wniosło kobietę na krześle obitym purpurą.
- Oto jest ona, przyjaciele! - rzekł Sindbad.
Oni pochylili nisko głowy witając ją ukłonem, zasię poczęli patrzeć spod oka ciekawie, widząc z trudem, gdyż zmrok był w komnacie i swąd od oliwnej lampy.
Wtem niepokój się odbił na jednej twarzy.
- Allach Rossoulach! - poczęli powtarzać w zdumieniu.
Potem krzyknęli:
- Sindbadzie! ta kobieta jest martwa!
A mądry żeglarz Sindbad uśmiechnął się chytrze, spokojnie gładząc brodę - i rzekł:
- Głupcy! Jakże inaczej mogłaby być wierną tak długo!
Oni myśleli usilnie, wreszcie każdy przyznał w duchu, że słowa jego są nabrzmiałe od wielkiej mądrości jak pękate wory, które zboże rozsadza.
Rzekł wreszcie jeden:
- Nabalsamowałeś ją,


Strony: