Awantury arabskie

Autor: Kornel Makuszyński

Babu i patrzył z ogromnym podziwem, gdyż się właśnie wcisnął chyłkiem do jej komnaty, wonnej, rozświetlonej lampą, człowiek ze zwojem pergaminów w ręku i uklęknąwszy na prawe kolano, czytać począł długie wiersze, tak cudnej piękności, że mi łzy nabiegły do oczu, a ona nie westchnęła nawet, podziwem przejmując wszystkich.
Dwustu już ze wstydem odeszło rycerzy i stu poetów, odeszli z hańbą książęta i ministrowie, derwisze i inna hołota, bowiem król rozkazał, aby każdy ją usidlić próbował - kiedy wreszcie rzekł król Babu:
- Dziwne to jest i dotychczas nie widziano na ziemi, lecz wtedy dopiero powiem, żeś zwyciężył, Sindbadzie, jeśli się mnie oprze!
Usłyszawszy to, padłem mu do nóg i błagałem, aby tego nie czynił, gdyż nie ma na świecie kobiety, która by się oparła jemu, władcy połowy świata i trzech piątych części księżyca, gdyż reszta należy do kalifa Bagdadu - on jednak odrzekł, że inaczej być nie może, i wszedłszy do jej komnaty, stanął w świetlistym kręgu lampy i wyrzekł potężnie:
- Jam jest straszliwy i mądry król Babu, przed którym drży piorun, a burza się czołga jak pies. Słuchaj, małżonko Sindbada: jeśli mnie do swego przypuścisz loża, uczynię cię moją żoną, dam ci tyle bogactw, ile ich zapragniesz, i powiesić każę Sindbada, aby ci uczynić przyjemność. Odpowiedz, a będziesz szczęśliwa!
Czekał na odpowiedz król Babu, a mnie się zdawało, że ona się poruszyła; było to jednakże tylko przywidzenie, albowiem po chwili wrócił król Babu, chwycił mnie w objęcia i całował, płacząc z radości; serce jego napełniło się dumą i szczęściem, albowiem słońce znów zaświeciło przed jego oczyma za moją sprawą.
Zapytał mnie, czego pragnę, a ja odrzekłem, zapragnę wrócić do ojczyzny z wierną mo;)ą żoną.
Wtedy on zawezwał wszystkich swoich ministrów i rzekł: - Oto jest mój


Strony: