Awantury arabskie
Autor: Kornel Makuszyński
mnie o tym przekonasz, Sindbadzie, abym się rozweselił i przestał płakać i wieczyście się smucić?
- Rozkazuj, panie! - rzekłem.
Król Babu rozkazał, abyśmy się ukryli za zasłoną, a on poleci wszystkim możnym swego kraju i wszystkim najpiękniejszym młodzieńcom jawić się przed nią po kolei i kusić ją.
Okazałem niepokój, lecz zgodziłem się chętnie i podszedłszy do żony mojej, spokojnie leżącej na jedwabnej sofie, rzekłem tak głośno, aby mnie wszyscy słyszeli:
- Zegnam cię, ukochana moja żono, różo z ogrodu Allacha, gwiazdo prowadząca żeglarzy, albowiem wyjeżdżam z królem Babu na łowy i przez trzy dni będziesz samotna.
Potem pochyliwszy się ucałowałem ją tkliwie, zabrałem sajdak i odszedłem krokiem spokojnym. Skryłem się wraz z królem za kotarą i patrzyliśmy, co się dziać będzie. A wtedy przez trzy dni i trzy noce przechodzili i stawali przed nią wszyscy, którym tak król rożkami.
Przybył pierwszy brat królewski, pań możny, chociaż patrzył zezem, i mówił, niby ją kusząc:
- Przyniosłem ci sznury pereł i pełne dłonie rubinów - pójdź za mną!
A ona nie odrzekłszy na to jednego słowa, leżała milcząca i spokojna.
Potem przyszli ministrowie, gładko i chytrze mówiący, a każdy jej obiecywał rzeczy tak wspaniałe, że mnie niepokój chwytać począł za serce, lecz ona pozostała zimna, aż się zdumiał król Babu.
Przyszedł potem najsilniejszy mąż w tym królestwie i krótką do niej niewprawnymi słowy wypowiedziawszy przemowę, wyprężył muskuły i ukazał jej oczom uda podobne dębom, ramiona podobne sękatym maczugom, którymi można zabić wielu. O przyjaciele! tego człowieka lękałem się najbardziej, a przecież odszedł okryty wstydem i hańbą, bo ona, najwierniejsza małżonka moja, nic raczyła nawet spojrzeć na jego wspaniałe cielsko.
- Czuję, że się uśmiechnę! - szepnął mi król
- Rozkazuj, panie! - rzekłem.
Król Babu rozkazał, abyśmy się ukryli za zasłoną, a on poleci wszystkim możnym swego kraju i wszystkim najpiękniejszym młodzieńcom jawić się przed nią po kolei i kusić ją.
Okazałem niepokój, lecz zgodziłem się chętnie i podszedłszy do żony mojej, spokojnie leżącej na jedwabnej sofie, rzekłem tak głośno, aby mnie wszyscy słyszeli:
- Zegnam cię, ukochana moja żono, różo z ogrodu Allacha, gwiazdo prowadząca żeglarzy, albowiem wyjeżdżam z królem Babu na łowy i przez trzy dni będziesz samotna.
Potem pochyliwszy się ucałowałem ją tkliwie, zabrałem sajdak i odszedłem krokiem spokojnym. Skryłem się wraz z królem za kotarą i patrzyliśmy, co się dziać będzie. A wtedy przez trzy dni i trzy noce przechodzili i stawali przed nią wszyscy, którym tak król rożkami.
Przybył pierwszy brat królewski, pań możny, chociaż patrzył zezem, i mówił, niby ją kusząc:
- Przyniosłem ci sznury pereł i pełne dłonie rubinów - pójdź za mną!
A ona nie odrzekłszy na to jednego słowa, leżała milcząca i spokojna.
Potem przyszli ministrowie, gładko i chytrze mówiący, a każdy jej obiecywał rzeczy tak wspaniałe, że mnie niepokój chwytać począł za serce, lecz ona pozostała zimna, aż się zdumiał król Babu.
Przyszedł potem najsilniejszy mąż w tym królestwie i krótką do niej niewprawnymi słowy wypowiedziawszy przemowę, wyprężył muskuły i ukazał jej oczom uda podobne dębom, ramiona podobne sękatym maczugom, którymi można zabić wielu. O przyjaciele! tego człowieka lękałem się najbardziej, a przecież odszedł okryty wstydem i hańbą, bo ona, najwierniejsza małżonka moja, nic raczyła nawet spojrzeć na jego wspaniałe cielsko.
- Czuję, że się uśmiechnę! - szepnął mi król
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116