Awantury arabskie
Autor: Kornel Makuszyński
pochwalić się czym innym, pragnie to sprawić choćby takim wdziękiem.
O przyjaciele! po co mam mówić dłużej?
Ujrzeliśmy jednego dnia wraz z królem Babu, jak żona maja tuliła do wyniosłych piersi chłopaka, który był bardzo nieśmiały, a zazwyczaj golił- brodę królowi. Kazałem zabić oboje, sam zaś poszedłem szukać wysokiej palmy, aby się obwiesić.
Nic mi innego nad śmierć nie pozostało, wolałem zaś wybrać śmierć lżejszą od tej, która mnie czekała z rozkazu króla Babu. O Akbar Allach! Widziałem wierne psy, widziałem konie, które ginęły z żalu po panu, widziałem lwa, co łagodny jak dziecko za swoim chodzidł władcą, a nie widziałem kobiety wiernej! Łzy mi napłynęły do oczu, kiedym przywiódł na pamięć dwie moje żony - niech je szejtan ma w opiece! Oby ich dusze po śmierci nie zaznały spokoju, a ciało żeby stoczyło robactwo! - Zdawało mi się bowiem, że się cały świat ze mnie śmieje, a ja idę z jedwabnym sznurem w ręku i z głową w górę zadartą, szukając mocnej gałęzi. Siadłem pod palmą i zacząłem płakać, bo nigdy jeszcze w większym nie byłem nieszczęściu, w każdym miałem bowiem nadzieję, teraz zaś nie miałem żadnej; położyłem się na wznak, aby - zanim umrę - pomyśleć o moim nieszczęściu i rozważyć po raz ostatni (choć się to na nic przydać nie miało), czego trzeba kobiecie, aby była wierna.
Noc zapadła, a ja myślałem; noc niknęła, a ja myślałem i przechodziłem myślą wszystko, co się tyczyło mojej sprawy. Wreszcie, o przyjaciele, doznałem cudu: poznałem prawdę i zrozumiałem, że kobieta może mi dochować wierności. Prorok mi ukazał, jaką musi być ona, aby zostać wierną. Upadłem więc na twarz i dziękowałem mu, a łzy mi z oczu toczyły się tak wielkie, jak ten diament, który sprzedałem do Damaszku za tysiąc dukatów, sto koni, trzysta wielbłądów i sto niewolnic. Jedwabny sznur, co mnie miał o
O przyjaciele! po co mam mówić dłużej?
Ujrzeliśmy jednego dnia wraz z królem Babu, jak żona maja tuliła do wyniosłych piersi chłopaka, który był bardzo nieśmiały, a zazwyczaj golił- brodę królowi. Kazałem zabić oboje, sam zaś poszedłem szukać wysokiej palmy, aby się obwiesić.
Nic mi innego nad śmierć nie pozostało, wolałem zaś wybrać śmierć lżejszą od tej, która mnie czekała z rozkazu króla Babu. O Akbar Allach! Widziałem wierne psy, widziałem konie, które ginęły z żalu po panu, widziałem lwa, co łagodny jak dziecko za swoim chodzidł władcą, a nie widziałem kobiety wiernej! Łzy mi napłynęły do oczu, kiedym przywiódł na pamięć dwie moje żony - niech je szejtan ma w opiece! Oby ich dusze po śmierci nie zaznały spokoju, a ciało żeby stoczyło robactwo! - Zdawało mi się bowiem, że się cały świat ze mnie śmieje, a ja idę z jedwabnym sznurem w ręku i z głową w górę zadartą, szukając mocnej gałęzi. Siadłem pod palmą i zacząłem płakać, bo nigdy jeszcze w większym nie byłem nieszczęściu, w każdym miałem bowiem nadzieję, teraz zaś nie miałem żadnej; położyłem się na wznak, aby - zanim umrę - pomyśleć o moim nieszczęściu i rozważyć po raz ostatni (choć się to na nic przydać nie miało), czego trzeba kobiecie, aby była wierna.
Noc zapadła, a ja myślałem; noc niknęła, a ja myślałem i przechodziłem myślą wszystko, co się tyczyło mojej sprawy. Wreszcie, o przyjaciele, doznałem cudu: poznałem prawdę i zrozumiałem, że kobieta może mi dochować wierności. Prorok mi ukazał, jaką musi być ona, aby zostać wierną. Upadłem więc na twarz i dziękowałem mu, a łzy mi z oczu toczyły się tak wielkie, jak ten diament, który sprzedałem do Damaszku za tysiąc dukatów, sto koni, trzysta wielbłądów i sto niewolnic. Jedwabny sznur, co mnie miał o
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116